"Jesteś
I nie ma Cię
Znikający punkt
Na mapie mojego życia
Zawęził się mój horyzont
Zmienił pogląd
I sposób myślenia
I niby jestem sobą
A tak jakbym była kimś innym
Czy to ja ?
Tak jakbym siebie nie znała
Jakbym się przed chwilą
Pierwszy raz zobaczyła
Stoję na łące marzeń
W białej przezroczystej sukience
Ze snu
Trzymam w dłoni bukiet róż
Przewiązany wstążką złudzeń
A Ty biegniesz do mnie
Z mojej twarzy promienieje radość
Gdy jesteś tuż tuż
Nagle mijasz mnie
Patrząc mi w oczy
Pojawiasz się
I znikasz
Punkt odniesienia
Moja astralna niemoc
Mój bezwład uczuć"
Wierzyłam, że...
można mnie pokochać,
chociaż nie, może nie pokochać może po prostu sprawić, że poczuję się ważna... nawet nie najważniejsza ale po prostu ważna...
Wierzyłam, że...
można za mną tęsknić,
może za głosem, śmiechem i cichym szeptem mówiącym dobranoc...
W tak wiele rzeczy wierzyłam...
a dziś...
siedzę samotnie w pokoju hotelowym i powstrzymuję łzy...
zapomniana, zapomniana, obojętna Ja....
Piszę bo to pomaga, zaprowadzić spokój w moim sercu i głowie, pomaga uporać się z różnymi myślami w mojej główce i nabrać dystansu, czasem do emocji, które we mnie istnieją...
środa, 3 sierpnia 2011
niedziela, 31 lipca 2011
Róża i słowik.
"To bardzo stara opowieść, wiele razy powtarzana w seraju, kiedy wieczorami kobiety rozmawiały, by zapomnieć o smutku rozłąki z rodzinami.
W wielu krajach słowiki były najcenniejszymi ptakami.
Kiedyś słowik dostrzegł piękno spiącej róży i zaśpiewał jej w mroku opromienionym blaskiem księżyca. Pod wpływem aksamitnego głosu ptaka róża się obudziła. Była to biała róża, jak wszystkie wtedy, niewinna i czysta. Dziewicza. Gdy ta nietknięta prez nikogo róża słuchała śpiewu słowika, poruszyło się jej serce i zadrżała. Ptak przyfrunął do niej, urzeczony jej urodą widoczną w blasku księżyca, i cichym śpiewem wyznał jej miłość. Kocham Cię, różo. Jakże Cię kocham, bo jesteś niepodobno do niczego, co wcześniej znałem. Na dźwięk tych słów róża spłoniła się i w tej chwili na świecie pojawiły się różowe róże. Słowik zbliżał się do niej coraz bardziej. W czasie stworzenia świata Allah powiedział róży, że nie wolno jej poznać ziemskiej miłości. Teraz jednak, gdy rozchyliła płatki, słowik skradł jej czystość. Zawstydzona tym, czego się dopuściła, świadoma, że wywołała niezadowolenie Allaha, stała się rano purpurowa, dając początek czerwonym różom. Od tego czasu słowik, poznawszy piękno doznania, na które mu pozwoliła, zjawia się u niej co noc, żeby prosić o chwilę boskiej miłości. Ale gdy róża drży, słysząc śpiew słowika, niestety, jej płatki na zawsze pozostają w nocy stulone, bo ta miłość nie może się nigdy spełnić...."
Zamykam oczy, na chwilę zapominając gdzie jestem...
w wyobraźni słyszę śpiew samotnego słowika i czuję subtelny zapach smutnej róży....
Kim jestem...?
Zniknęłam a życie toczy się dalej... nie zmieniło się nic...
Może oprócz tego, że gorzej sypiam, bardziej niespokojnie, mniej patrzę na telefon, nie sprawdzam tak często poczty mailowej.
Częściej płaczę, ale tylko wieczorami i porankami. Gdy jestem sama, gdy nikt nie widzi...
Znikając zabieram siebie samą.
Chociaż nadal się uśmiecham....
Wieczorami tuż przed zaśnięciem marzę... o rzeczach, które się nie spełnią.
Czuję jak umiera powoli moje serce....
co prawda biję i póki co bić będzie, ale już inaczej...
Przestałam mieć nadzieję, przestałam wierzyć....
tylko w co?
Może ja sobie to wszystko wymyśliłam...
Może i Ciebie sobie wymyśliłam, tylko, że uczuć nie można sobie wymyślić, bo One są we mnie i zawsze będą....
bahebbak
piątek, 29 lipca 2011
Nocne nuty...
Od kilku dni "chodzi" za mną jedna piosenka...
Wokalistki, która jakoś nie szczególnie przypadła mi do gustu, ale po tej piosence częściej jej słucham i lubię jej słowa...
Co by było gdyby?
Często słyszymy, nie ma co gdybać... bo przecież to nic nie daje...
Może i gdybanie, nic nie daje... ale może czasem warto zadać sobie pytania:
Co by było, gdyby?
Gdybym jutro się nie obudziła?
Gdybym straciła głos?
Gdybym straciła pamięć?
Co by było gdyby nas jutro nie było?
Jak potoczyło by się życie najbliższych, czy nasze życie ma na nich wpływ, czy odmienia ich życie?
Ile rzeczy nie zdążylibyśmy zrobić, powiedzieć?
Ilu osób przytulić, pocałować?
Czy nie gdybająć nie tracimy również?
A może jednak nie warto tracić czasu na gdybanie, tylko wyrażać to co czujemy,
spełniając swoje marzenia, pragnienia....
Dlaczego czasami zostawiamy wszystko na później, na jutro, na kiedyś....
Kiedyś się spotkamy...
Kiedyś sobie odbijemy...
Kiedyś zrobimy sobie dziecko....
Kiedyś....
Kiedyś powiem Ci, że Cię kocham...
Kiedyś Cię przytulę....
Kiedyś będę mieć dla Ciebie czas...
Kiedyś będziesz ważna...
Kiedyś....
A co jeśli tego kiedyś, nie będzie...
Jeśli zamkniemy na chwilę oczy i zmieni się w okół wszystko...
Czy nie jest tak, że czasem gdy mrugamy powiekami omija nas coś ważnego?
A gdybyśmy nigdy się nie spotkali...
A gdybyśmy nigdy nie mieli się już spotkać?
Czy poczułbyś nutkę tęsknoty....
Czy....
Jednego dnia jestem.... innego może mnie już nie być, czy zauważysz to?
Że znikam.... bo nie czuję się nikim ważnym... bo właściwie czuję się nikim....
http://www.dailymotion.com/video/x8j1p8_a-gdybysmy-nigdy-sie-nie-spotkali_music
i nutka która ostatnie dni mi towarzyszy....
Wokalistki, która jakoś nie szczególnie przypadła mi do gustu, ale po tej piosence częściej jej słucham i lubię jej słowa...
Co by było gdyby?
Często słyszymy, nie ma co gdybać... bo przecież to nic nie daje...
Może i gdybanie, nic nie daje... ale może czasem warto zadać sobie pytania:
Co by było, gdyby?
Gdybym jutro się nie obudziła?
Gdybym straciła głos?
Gdybym straciła pamięć?
Co by było gdyby nas jutro nie było?
Jak potoczyło by się życie najbliższych, czy nasze życie ma na nich wpływ, czy odmienia ich życie?
Ile rzeczy nie zdążylibyśmy zrobić, powiedzieć?
Ilu osób przytulić, pocałować?
Czy nie gdybająć nie tracimy również?
A może jednak nie warto tracić czasu na gdybanie, tylko wyrażać to co czujemy,
spełniając swoje marzenia, pragnienia....
Dlaczego czasami zostawiamy wszystko na później, na jutro, na kiedyś....
Kiedyś się spotkamy...
Kiedyś sobie odbijemy...
Kiedyś zrobimy sobie dziecko....
Kiedyś....
Kiedyś powiem Ci, że Cię kocham...
Kiedyś Cię przytulę....
Kiedyś będę mieć dla Ciebie czas...
Kiedyś będziesz ważna...
Kiedyś....
A co jeśli tego kiedyś, nie będzie...
Jeśli zamkniemy na chwilę oczy i zmieni się w okół wszystko...
Czy nie jest tak, że czasem gdy mrugamy powiekami omija nas coś ważnego?
A gdybyśmy nigdy się nie spotkali...
A gdybyśmy nigdy nie mieli się już spotkać?
Czy poczułbyś nutkę tęsknoty....
Czy....
Jednego dnia jestem.... innego może mnie już nie być, czy zauważysz to?
Że znikam.... bo nie czuję się nikim ważnym... bo właściwie czuję się nikim....
http://www.dailymotion.com/video/x8j1p8_a-gdybysmy-nigdy-sie-nie-spotkali_music
i nutka która ostatnie dni mi towarzyszy....
środa, 27 lipca 2011
nocą
Usiadłam na parapecie mojego okna, za szybą ciemne niebo, spowite chmurami i cichutko uderzające o parapet drobne krople deszczu.
Przeczytałam ostatnio, że deszcz to dobry znak, że deszcz przynosi ukojenie, zmywa z nas "złe rzeczy" i pozwala "odrodzić" się na nowo.
Chciałabym właśnie tak... odrodzić się na nowo.
Jest mi źle, nie potrafię znaleźć sobie miejsca...
Powoli odcinam się od świata... tak po prostu bez powodu, a może właściwie z konkretnego powodu?
Wyłączyłam komunikator, telefony... fakt faktem korci mnie by je włączyć...
Zastanawiam się co było by dobrym rozwiązaniem, właściwie to nawet wiem - rozmowa, dialog. Ale to akurat nie jest możliwe, z kilku zasadniczych powodów, po pierwsze dlatego, że do dialogu potrzeba minimum dwóch osób - a ja jestem sama.
Po drugie musiałabym mieć odwagę.... - chyba jednak jej nie mam.
Czuję jak smutek przeradza się w złość, nie wiem czy to dobrze, czy źle.
Chce odpocząć, wiele spraw się nazbierało i muszę je rozwiązać. Cholerne supełki zaciskają się na mojej linii życia...
Problem goni problem, wierzyłam że jeśli powiem, że potrzebuje Kogoś to usłyszę "jestem"
Myliłam się... jak wiele razy ostatnio.
Ktoś daje mi nadzieję, a potem brutalnie mi ją zabiera.
Obiecuje.... a ja zawsze powtarzam "Obiecuj tylko tyle ile możesz dać i dawaj więcej niż obiecujesz"
Powoli znikam, zupełnie nie zauważona.... roztapiam się w czyimś życiu, jak drobny płatek śniegu na dłoni. Nie zauważalnie... spokojnie...
Tylko w sercu źle...
Czuję, że jestem sama z moimi uczuciami...
ale kto właściwie powiedział, że miłość musi być odwzajemniona??
Kiedyś myślałam, że zbyt dużo wymagam... dziś myślę sobie, że nie....
Ja jestem... ale Kogoś nie ma... i nawet nie zauważa, że znikam w swoim świecie...
Jaki sens właściwie ma moja miłość?
Wczoraj w samotności płakałam w poduszkę... dziś będzie podobnie...
Znikam, a życie toczy się dalej, Ktoś musi pracować... Ktoś musi coś zrobić... świat kręci się dalej... ludzie się kochają, lubią nienawidzą...
wtorek, 26 lipca 2011
Łzy płyną jak oszalałe...
Chce tylko zniknąć... nie chce już zdarzać się... nie chce być chwilą, ciężarem, absorbować swoją obecnością...
Nie chce dni takich jak dziś, gdzie wszystko przytłacza na maxa... a ja jestem z tym pieprzonym światem sama....
CHCE ZNIKNĄĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
środa, 13 lipca 2011
Epizod
sobota, 2 lipca 2011
czas....
W momencie gdy na Kogoś lub coś czekamy sekundy zamieniają się w minuty, minuty w godziny... czas dłuży się niemiłosiernie... chcemy by szybko stało się to na co czekamy, za czym tęsknimy...
A potem przychodzi ta upragniona chwila... to troszkę jak prezent pod choinkę... wiesz, że go dostaniesz i wiesz kiedy i nie możesz się doczekać...
Chcesz zatrzymać te wszystkie chwile, zapamiętać jak najwięcej... czuć jak najwięcej...
Przychodzi poranek i budzisz się ze snu... lekko nie przytomna, jeszcze troszkę pijana...emocjami wczorajszej nocy... uczuciami i przeżyciami...
i wówczas nie chcesz otwierać oczy, bo wiesz że gdy je otworzysz pojawi się szara rzeczywistość, czas, który nie ubłagalnie zbliża do tego momentu, którego tak bardzo nie chcesz...
otwierasz oczy, mocno się tulisz i zaczynasz udawać, że łzawią Ci oczy, a ty masz już świadomość, że każda godzina zamienia się w minuty a minuty zamieniają się w sekundy, a te w nanosekundy i za kilka chwil, momenty które właśnie przeżywasz staną się przeszłością...
Stajesz na stacji metra uśmiechasz się ...
"Dziękuję..."
I żegnasz się... po raz kolejny, odchodzisz ukrywają kolejne łzy.
Pożegnania nie bolą tak bardzo, ale tylko wówczas gdy masz świadomość i wiedzę, że w najbliższym czasie będziesz się znowu witać...
że staniesz być może na kolejnej pieprzonej stacji metra... i będziesz na Kogoś czekać tak samo tęsknie jak ten Ktoś na Ciebie....
ale tylko wówczas jeśli masz świadomość i wiedzę, że w najbliższym czasie będziesz się znowu witać...
bo jeśli nie...?
Wracasz do pustego domu, siadasz na podłodze i zostajesz ze wszystkim sama... z ogromem uczuć, tęsknot i wszystkiego co boli...
Słuchasz głosu serca i próbujesz z nim rozmawiać...
i tylko czasem masz nadzieję, że ...
że kiedyś pożegnanie będzie tylko na kilka chwil... na kilka godzin... a nie na bliżej nie określony czas...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
