wtorek, 31 maja 2011

Dom....

Właściwie to nie mam przez ostatnie kilka miesięcy własnego domu...
I nigdzie raczej nie czuję się jak u siebie, bo nawet w mieszkaniu które teraz zajmuje właściwie nigdy nie jestem sama, nigdy jakoś nie czuję tego, że to mój dom....
U babci, czuję się jak niedzielny gość, wiem co gdzie jest i mogę tam być, ale dłuższy pobyt przyprawia mnie o stan przedzawałowy. Natomiast u brata... no cóż jest dobrze, ale dom brata i bratowej... i jest fajnie ale na krótko, w zasadzie to chyba jest tak, że każdy gość jest fajny jeśli jest na krótko...

Więc generalnie mało jest miejsc, w których czuję się bezpieczna... i lubię tam spędzać czas...
Byłam ostatnio we Francji, niby wielki świat Paryż, muzea i nie wiadomo co jeszcze...
Zaraz potem znalazłam się w małej miejscowości niedaleko morza...

I wiecie co... wyjechałam stamtąd kilka godzin temu i już tęsknie... żałuje, że nie mogę tam być jeszcze kilka dni...
To miejsce i dwoje najwspanialszych tam ludzi są dla mnie jak rodzina... bo Mały Rycerzyk przywitał mnie laurką... dziś czytając ją pojawiły się łzy...
Bo Moja Psiółka to kobieta, która mnie zna i dba o mnie tak, że ehhhh....
To jest miejsce, do którego chce wracać bo wiem, że tam Ktoś na mnie czeka, to tam nie czuję się "niepotrzebna" to tam nie czuję się "nikim ważnym"
Może Paryż jest fajny, ale na krótko... bo tak naprawdę to miejsca nie mają znaczenia... to ludzie tworzą dom i atmosferę...

To ludzie tworzą więzi i to oni je poluźniają...
To od ludzi zależy jak czuje się druga osoba...
A dla mnie....
bezcenne jest przytulanie Małego Rycerzyka i słowa zawsze możesz tu wrócić...i wtedy chce się wracać...

Bo to właśnie Ci ludzie sprawili, że ostatnie kilka dni były najfajniejszymi dniami tych ostatnich tygodni... sprawili , że się uśmiechałam i bawiłam...

Dziękuję...
za poranki na huśtawce... "lot na paralotni" :-)
dziękuję... za to , że czuję się bezpiecznie i że czuję że jestem Kimś w waszym życiu...

Bo Wy jesteście ważni w moim życiu....:**

poniedziałek, 23 maja 2011

W słońcu Francji :-)

A to nazywają Manhatannem Paryża... zachwyca...


Szpilka odpoczywa...
Słońce opala moje ciało, a wiatr je chłodzi...
Spaceruje pięknymi aczkolwiek brudnymi uliczkami małego miasta niedaleko Paryża...
Odpoczywam...
Małe, wąskie uliczki i spokój...
Nawet w hipermarketach nie ma tłumu klientów...
Powiem szczerze, że to zadziwiające spacerować po pustych sklepach. Właściwie w ogromnych galeriach, jestem ja i sprzedawcy...

Dziś dzień zakupów... troszkę wydałam, ale zakupami jestem oczywiście zachwycona. Właściwe kupiłam to co najbardziej chciałam, czyli długą sukienkę oraz buty, i to nawet dwie pary.


Francja mnie zaskoczyła, właściwie kilkoma rzeczami...
Ludzie mało kulturalni, szczególnie w metrze...
Bo w autobusie, kierowca przeprosił nawet za to, że zahamował zbyt gwałtownie i przewrócił się wózek.
Na ulicach - Wolna Amerykanka :-) każdy jeździ jak chce, Szpilka póki co jeździ przepisowo :-) tak tak moi Drodzy Czytelnicy - Szpilka bryka po ulicach Francji autkiem...

Jest godzina po 22.00 a w małym miasteczku nie opodal Paryża cisza i spokój... nikt nie spaceruje po mieście, nikt nie spaceruje nawet z psem...
Widok... hmmm

Jest super... jutro kolejny dzień...
I na pewno będzie ciekawy.

Przesyłam gorące pozdrowienia, z gorącej Francji

piątek, 20 maja 2011

Burza...

Okno otwarte na oścież, w pokoju unosi się zapach konwalii.
Z zewnątrz dochodzi jeszcze jeden zapach... zapach burzy... tak dziś będzie burza, czuć ją w powietrzu, czuć ją w wietrze wiejącym na zewnątrz, nie jest jeszcze on silny, ale przynosi na swoich skrzydłach zapach burzy... jest on specyficzny i budzi lekki niepokój...
Usiadałam na przeciw okna i spoglądam na niebo, które zachodzi chmurami, co jakiś czas czarniejące niebo przeszywa jasna błyskawica...
Czasem nadal boję się burzy, ale dziś mam ochotę wyjść po raz kolejny na zewnątrz i zmoknąć w deszczu, który jeszcze nie pada....
Oczyścić się z tych wszystkich złych myśli, emocji, uczuć...
i jutro obudzić się jak nowo narodzona...
Póki co deszczu jeszcze nie ma...
Jest drink dość mocny, papieros, i muzyka...
Spoglądam na otrzymane zdjęcie i próbuje przekonać się, że mam rację, że osoba na zdjęciu nie jest tym Kim ma niby być.
Jestem przekonana, że nie jest tym Kim ma być....
Ale to uczucia, które wywołuje to zdjęcie... Cholera dlaczego nie pada...!!!!!!!!
Dlaczego ponownie to ja czuję się złym człowiekiem, złą przyjaciółką????
Do tego nie jestem konsekwentna w swoich poczynaniach...
Głupio zakochana, naiwna w swoich uczuciach i bezbronna wobec swoich emocji... tak co cała ja...

Nalewam cholernie mocnego drinka i próbuje o tym nie myśleć, że Ktoś ma głęboko w dupie moje uczucia bo liczy się fun i zabawa czyimiś uczuciami.... bo fajniej jest bawić się uczuciami niż choć przez chwile być szczerą i prawdziwą... bo czym do diabła jest szczerość... słowami... moimi przeciwko jej słowami.... bo z osobą chorą na raka nie można konkurować... baaa.kurwa z taką osobą nie można konkurwoać bo ta osoba jest pieprzoną fikcją...i ma tą pieprzoną swoją osobowość, którą potrafi układać innym życie, wpływać na ich uczucia, poczynania... emocjie...pieprzyć to ...


Sądziłam, że spacer z kolegą pomoże, że przez chwilę małą nie będę o tym myśleć, że żarty i zwykła rozmowa pomoże... że przez chwilę oderwę się od tej pogmatwanej i pieprzonej rzeczywistości... 
ale nie !!!

Dałam się w swojej naiwności wciągnąć w chore i destrukcyjne życie innej osoby... są plusy... właściwie kilka... tylko co z tego...
jasna strona...?
Tak jest, bo jest On... jest a jakby go nie było...

Dziś widzę jego oczy, pełne żalu i bólu.... a ja ... ja kurwa stoję z boku... i nie mogę nic zrobić...

Bo jak tu walczyć z fikcją... realnością?? jestem... i co z tego....

To Ona tworzy z nim związek.... To Ona... jest blondynką... to Ona ma tą osobowość....

To Ona...

A tu ja... z drinkiem... z papierosem... siedząca na parapecie w oknie i wyczekująca burzy...

czwartek, 19 maja 2011

Rozmowy nocą...

Dziewczyny wyciągnęły zmrożoną wódkę z lodówki, Mała wyciągnęła szkło i zaczęła nalewać procenty.
- Ej, nie szalej tak Mała, mamy całą noc na tą butelkę, chyba nie chcesz aby nas zamroczyło po pierwszej? - powiedziała wesoło Pestka, sięgając po lód.
- Przecież ja znam nasze możliwości, co nas nie zabije to nas wzmocni, czyż to nie jest nasze motto dziewczyny? - rezolutnie powiedziała Mała i dolewała już coli do magicznego napoju.
- A mówiłaś, że nasze motto brzmi inaczej "Seks to zdrowie, śmiech to zdrowie, niedługo qwa będziemy nieśmiertelne - wybuchnęła gromkim śmiechem Pestka.
- Chyba Wy, bo mi ani do śmiechu, ani seksu na horyzoncie nie widać - westchnęła smutno Miśka zanurzając usta w drinku.
- Miśka a może idź na żywioł? - rzekła ciekawa odpowiedzi Mała.
- Tak, na żywioł i Kto to mówi, zapatrzona w jeden punkt na horyzoncie Mała, która ma seks raz na miesiąc, przy dobrych wiatrach - lekko zgryźliwie powiedziała Pestka.
- Tak, przy dobrych wiatrach mam raz na miesiąc, ale jednak wolę tak niż byle jak z byle kim.
- Ale nie zawsze musi być byle jak i z byle kim - szybko zareagowała Miśka.
- Tak, to powiedz mi gdzie znajdę faceta, który będzie się do tego nadawał i nie mówię tu o pierwszym lepszym i to takim na raz - zaperzyła się Mała i zaczęła swoją tyradę słów - 
Powiedz mi Miśka, gdzie można znaleźć odpowiedniego mężczyznę i nie mówię tu o Rycerzy na białym rumaku, tylko o normalnym, fajnym facetem. Takim, który czasem przyniesie Ci kwiaty, które lubisz, zabierze na spacer, pójdzie na lody, albo na film - nie do kina a właśnie na film, powiedz mi do cholery gdzie? gdzie takiego mam znaleźć?
- Wiesz są różne sposoby - powiedziała zadziornie Pestka, popijając kolejny łyk drinka.
- Jakie?? - chórkiem zapytały dziewczyny śmiejąc się w głos w oczekiwaniu na spodziewaną odpowiedzieć.
- No jak to gdzie, na dyskotece, albo w pubie - rzekła pełna powagi Pestka - fakt potem i tak z tego nic nie będzie ale przynajmniej można liczyć na fajny seks, no chyba, że będzie miał haczyk na robaki to może być niezbyt, ale z drugiej strony mały ale zuch .
Wybuchnęły śmiechem wszystkie trzy jednocześnie, przypominając sobie osobę o której mówiła Pestka. I nie było to tak, że wszystkie trzy miały okazję to sprawdzić. Sprawdziła tylko Pestka ale one wiedziały o haczyku z jej opowiadań, baa pewnego wieczoru nawet szukały różnych określeń dla sprzętu owego mężczyzny, po wielu godzinach rozmów został haczyk na rybki.
- Akwariowe - dodała jak zawsze Mała, biorąc w dłoń szkło i nalewając następną kolejkę - dziewczyny ale tak poważnie, jak to jest, że jesteśmy same, wiem do pewnego momentu jest to nasz wybór, bo tak jest nam lepiej?
 - zapytała jakby w powietrze Mała i kontynuowała - Czy jest nam lepiej? Nie zawsze, ile nocy spędzamy wtulone w poduszkę i płaczemy? Jak często rezygnujemy z wyjścia na spacer bo samym nam się nie chce, albo nie idziemy do kina bo nie ma z kim?
Czy chodzimy same na kawę do kawiarni? Do restauracji na obiad?, nie bo zaraz Ktoś się będzie dziwnie patrzył, ooo zobacz ona jest sama, albo pewnie Ktoś ją wystawił.
Żyjemy w takich czasach, że niby my kobiety wyzwolone, my singielki brrrrr jak mnie irytuje to określenie, mamy cały światu stóp tylko co w tym świecie jest dla nas.
Próbujemy znaleźć faceta w różny sposób, najczęściej przez Internet, na czatach, forach, portalach społecznościowych etc. I co z tego wynika, nic zupełnie nic, bo Kogo poznajemy? zapytała Mała i od razu usłyszała odpowiedzi.
- Napalonych Małolatów, cha cha cha ale to nie tylko na czatach - rozbawiona Pestka rzekła.
- Niestabilnych emocjonalnie gogusiów, żonatych pokrzywdzonych, nie dopieszczonych etc... etc... etc..
- No właśnie, masz rację Miśka, gdy tylko spotykamy na czacie jakiegoś faceta okazuje się, że albo ma żonę, która daje mu za mało, nie nie czekajcie Oni mówią inaczej: mamy różne temperamenty, albo Małolata, który nudzi się a w telewizji nie ma żadnego pornola...
- Mała możemy mnożyć takie przypadki, ale nic z tym nie zrobimy, bo wszędzie możesz takich poznać, nie tylko w Internecie a poza tym pamiętaj, że są wyjątki od reguły - stanowczo wypowiedziała się Miśka i ponownie siegnęła po butelkę.
Dziewczyny jeszcze długo rozmawiały o mężczyznach a raczej ich braku, o tym jak czasem jest beznadziejnie pusto, jak czasem chce się wyć...
O tym jak bardzo czasem przeszkadza mężczyzną ich niezależność.
- Przecież Oni się boją takich kobiet jak my - powiedziała z pełną powagą Miśka - zobaczcie na siebie, Mała jak zmieniłaś swoje życie w przeciągu kilku ostatnich miesięcy? ile zrobiłaś dla siebie, nie mówiąc już jak się zmieniłaś wizualnie, czy facet nie ma prawa bać się tak silnej kobiety jak Ty? przecież On w połowie Twojej drogi upadł by na ziemię i kwiczał!
- Proszę Cię Miska, nie mów mi, że mężczyźni są aż tacy bojaźliwi, bo nie uwierzę,  ja zrobiłam wiele ale są kobiety, które robią jeszcze więcej niż ja i nikt im jakoś hołdów nie składa, nawet mężowie. Są kobiety które walczą o siebie każdego cholernego dnia, o wszystko walczą, o jedzenie dla dzieci, o ubranie, o pracę, o drewno na opał, o działający kaloryfer... i co? i żaden facet tego nie widzi....- oburzona lekko Mała gadała dalej - Co znaczy, że nas się boją, czy to tak źle, że sobie dajemy radę? Mam udawać słodką idiotkę by poderwać mężczyznę, by on poczuł się męski, mam przepraszam udawać, że nie mam zdania, że mam siano w głowie i nie wiem co to są na przykład konie mechaniczne w samochodzie albo akumulator, jak Ktoś potrzebuje takiej panienki to niech sobie kupi dmuchaną lalkę, bo ja przystawką nie mam zamiaru być...


c.d.n.

środa, 18 maja 2011

czasem jest po prostu źle. i tyle bym Ci chciała wtedy powiedzieć, tak mocno przytulić, ukoić w Tobie mój strach którego przecież we mnie za dużo jak na przeciętnego człowieka...

Gdybym był Twoim wrogiem uderzył bym w Twój spokój...

Cholera... no właśnie....

moje poczucie bezpieczeństwo legło w gruzach w jednym momencie ponownie zaczęłam się bać...
bo czy po słowach " Wolałbym widzieć Cię w grobie i składać na nim kwiaty, niż mieć świadomość, że jesteś gdzieś tam i żyjesz sobie jako szczęśliwa osoba..."

Więc co mam kupić paralizator? 
A może zapisać się na kurs samoobrony...

Tylko co potem...
Chce by to już było na prawdę przeszłością... by człowiek, który jest złym człowiekiem przestał istnieć dla mnie...

Chce obudzić się pewnego dnia i nie bać się , zwyczajnie się nie bać...

To jest takie wspaniałe uczucie, obudzić się w ramionach mężczyzny, który otacza Cię swoim silnym męskim ramieniem... i po prostu czuć się bezpiecznie... zatopić się w tym bezpieczeństwie i nigdy go nie tracić...

Głowa pełna myśli... jedna nie może nadążyć za drugą...
od kilku dni nie mogę się zebrać do napisania zwykłego listu... może jutro się uda... po raz pierwszy mam świadomość, że jestem w stanie go wysłać...

teraz tu?
a może gdy wyjadę...


wszystko jakby się jednego dnia skomplikowało...
i znowu to uczucie, że coś się dzieje... poza mną... ale dotyczy mnie...

Cholera... pora coś z tym wszystkim zrobić, bo czuję jak znowu wariuje...
z tęsknoty, ze strachu... kuźwa sama nie wiem dlaczego...

idę po drinka... a potem padnę na łóżku ze zmęczenia... które nadal mnie ogarnia...
maraton, właściwie mini maraton za trzy dni dobiegnie końca...

Tylko co potem?....
Oby nie cisza... bo boli co raz bardziej...

Tyle rzeczy chciałam dziś opisać... o tylu uczuiach opowiedzieć.. tylko, że dziś słów brakuje... i jakoś nic nie układa się tak jak powinno

sobota, 14 maja 2011

Piątek trzynastego....

A niech się dzieje co chce... i niech sobie mówią co chcą...

Piątek trzynastego...

powiem tak...znaczy napiszę tak...

mogę mieć takie piątki trzynastego, mimo niewyspania... zmęczenia... i sama nie wiem co jeszcze


ale ... i tak nie wiem co będzie dalej...

wtorek, 10 maja 2011

Changes :)))

Changes, Changes....


Szpilka ma nowe lokum... dziś spędziła w nim pierwszą noc.
Mówią, że trzeba pamiętać swój pierwszy sen, ale to nie jest takie proste...
Bo albo Szpilka ma sklerozę daleko posuniętą, albo nic się jej nie śniła...
Ale chyba śniła bo budziła się w nocy...
Więc to musi być skleroza :D

a niech tam, zawsze to jakaś nowość w organizmie....


Tak więc pierwsza noc za mną i nie jest najgorzej... już się rozpakowałam i ogarnęłam swój pokój. Dziś pozostałości ze starego mieszkanka... więc nie jest źle...

A będzie jeszcze lepiej i tego się trzymajmy po kilku godzinach snu pora się zebrać na szkolenie...
Coś czuje, że będzie ubaw... już ja o to zadbam :D